LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCE IM. POWSTAŃCÓW ŚLĄSKICH
W BIERUNIU

Agnieszka Wasztyl - absolwentka 2004

Wychowawczyni: Zofia Goerst

Agnieszka Wasztyl, uczennica bieruńskiego liceum w latach 2000-2004. Studiowała stosunki międzynarodowe. Ukończyła podyplomowe studia dziennikarstwa ze specjalizacją telewizyjną na Uniwersytecie Warszawskim, podyplomowe studium systemu fiskalnego i polityki monetarnej w NBP i PAN, a także roczny program szkoleniowy służby zagranicznej Akademii Młodych Dyplomatów w ramach Europejskiej Akademii Dyplomacji.

Reporterka TVP Info. Zajmuje się głównie tematyka gospodarczą. Współpracowała także z TVP Polonią i TVP1. Wcześniej związana m.in. z TVN24/CNBC Biznes, TVP Kraków i radiem TOK FM/Złote Przeboje w Krakowie.


Agnieszko, niezmiernie mi miło znów z Tobą rozmawiać. Od twojej matury minęło 9 lat. Tylko czy aż 9?  Jak wspominasz licealne czasy?
Mnie również jest bardzo miło. 9 lat- jak ten czas leci.  Bardzo dobrze wspominam liceum. Miałam zgraną klasę, paczkę przyjaciół, z którymi wchodziłam w dorosłe życie.  Z niektórymi do dziś utrzymuję kontakt. Szkoła dobrze przygotowała mnie do studiów. Bardzo miło wspominam wymianę uczniów do Gundelfingen, wycieczki szkolne, wyjazdy do teatru. Pamiętam wspólne przygotowywanie się do klasówek. Oj działo się działo…..Aniołkami nie byliśmy(

Masz na swoim koncie współpracę z TVN24/CNBC Biznes, TVP Kraków, radiem TOK FM/Złote Przeboje, TVP Polonią, TVP1 i TVP Info. Podziel się z naszymi licealistami receptą na sukces; jak z Bierunia trafić do telewizji?
Nie ma prostej recepty. Ale najważniejsze to mieć w życiu pasję i robić wszystko by spełniać swoje marzenia. Nie poddawać się, nie zrażać porażkami- bo ich się nie uniknie. Trzeba sobie wyznaczyć cel i wytrwale go realizować. Ja też miałam słabe momenty. Czasem nie miałam już ani siły, ani motywacji. Ale zawsze w trudnych momentach zadawałam sobie pytanie: czy  na pewno chcę się poddać i poszukać sobie innego zajęcia? I odpowiedź była jedna: zawsze jest za wcześnie by zrezygnować. Zanim trafiłam do telewizji przez kilka lat odbyłam wiele praktyk, staży – które musiałam sobie sama załatwić. Pracowałam też za darmo. Wszystko po to, by zdobyć doświadczenie. Ale opłaciło się. Do TVN24/ CNBC Biznes trafiłam z castingu. Ze mną wybrano 14 osób – z całej Polski. Po kilku latach w końcu dostałam swoją pierwszą wypłatę. Ale w TVN nie było lekko. Musiałam się sporo nauczyć. Wiele osób nie wytrzymywało tempa i presji czasu. Średnio co 3 miesiące ktoś odchodził, a na jego miejsce pojawiała się nowa osoba. Ruszył nowy kanał, trzeba było robić wszystko, po kilkanaście godzin. Czasem bez przerw na jedzenie. Lekko nie było. Po roku potrzebowałam zmiany, dalszego rozwoju. Do TVP wysłałam CV. Wystarczyło. Ale już wtedy doświadczenie miałam spore - jak na 23 lata. Teraz jestem reporterką i wydawcą serwisów ekonomicznych. I dalej stawiam sobie cele. I dalej walczę. I dalej to kocham…

Wspominamy Cię często w szkole jako osobę niezwykle ambitną, zdeterminowaną i – w dobrym znaczeniu tego słowa – upartą. Może to jest klucz do sukcesu?
Upór, wytrwałość, pracowitość i pasja. Jak się za szybko nie zrezygnuje, to w końcu uda się osiągnąć swój cel.  Bardzo pomaga też pozytywne myślenie – ja akurat nie miałam z tym większego problemu, bo z natury jestem niepoprawną optymistką. I tego się trzymam.

Opowiedz o Twoim pierwszym kontakcie z mediami.
To było dawno temu. Na pierwszym roku studiów zaczęłam od staży w regionalnej prasie. Studiowałam w Krakowie, więc moje pierwsze artykuły zaczęły się pojawiać w krakowskim dziale Gazety Wyborczej i Gazecie Krakowskiej. Był to dla mnie kubeł zimnej wody. I ogromna lekcja pokory. Bo po maturze wydawało mi się, że potrafię świetnie pisać, a rzeczywistość okazała się inna. To był dramat. Wszystkie moje teksty były bezlitośnie skracane, poprawiane, a mnie męczyli o przecinek, który postawiłam w złym miejscu. Momentami miałam dość. A potem przyszły staże - 4 miesiące biegałam mikrofonem. Uciekałam z wykładów, by nagrać wywiad. Czasem jechałam na konferencję w przerwie między egzaminami.  A ciągnęłam wtedy 2 kierunki, więc nie było łatwo. Z jednego zrezygnowałam – ale to dopiero jak wylądowałam w Warszawie. Na początku dzielnie ciągnęłam oba. Gdy wyjechałam na stypendium Erasmus, to z Niemiec pisałam artykuły dla Polskapresse – Wiadomości24.pl. Za darmo- chodziło mi o to by nie stracić kontaktu z pisaniem, by wyrobić sobie warsztat. Na studiach rozpoczęłam też współpracę z telewizją. Dla TVP Kraków przygotowywałam materiały o studentach, zrobiłam pierwszy w życiu reportaż. I wtedy poczułam, że telewizja- to jest to, co chcę robić w życiu. I potem stało się. Spełniło się moje marzenie. Dostałam pracę w telewizji. Najpierw rok TVN24/CNBC Biznes – szkoła życia i charakteru. Jestem wdzięczna ze tę lekcję. A potem już Telewizja Polska. W tym roku minęło 6 lat odkąd wyjechałam do Warszawy.

Kiedy zdecydowałaś, że dziennikarstwo to twój sposób na życie?
Wiem, że nikt mi w to nie uwierzy- ale na szczęście mam świadków na potwierdzenie moich słów. Rodzice i znajomi potwierdzą, że ja dziennikarką chciałam być od 6-tej klasy szkoły podstawowej. Marzyłam o tym zawodzie, czułam, że to jest to. Wszyscy myśleli, że pewnie zmienię zdanie kilkanaście razy, a ja wytrwałam przy swoim. Nie wiedziałam wtedy tylko jeszcze jakie to ma być dziennikarstwo. Nie miałam doświadczenia. Nie wiedziałam czy lepiej sprawdzę się w prasie, radiu, czy w TV. I staże pokazały, dały mi pewność, że telewizja przede wszystkim. Choć pisać też lubię.


Twoje materiały pojawiały się w Teleexpressie, Wiadomościach. Co uważasz za swoje największe dziennikarskie osiągnięcie?
Nie wiem, które było największe. Mnie motywował - i nadal motywuje - każdy materiał, który jest ambitny, do którego muszę się przyłożyć. Emisja materiału w „Wiadomościach” i „Panoramie” na pewno jest odbierana jako pewien prestiż. Oczywiście bardzo się cieszyłam, gdy moje tematy pojawiły się w tych programach. Ale teraz podchodzę do tego już trochę inaczej. Przygotowując materiał na antenę TVP INFO - mając świadomość, że jest to kanał ogólnopolski i wpadki od razu będą wychwycone – to każdy dobrze zrealizowany temat jest moim małym sukcesem. Bo każdy dzień pracy w newsach naprawdę jest wyzwaniem… A największe osiągnięcie? Mam nadzieję, że jeszcze przede mną…

A jakieś wpadki też się zdarzały? Może jakieś zabawne historie?
Oj tak. Wpadki są nieuniknione, zwłaszcza gdy antena jest na żywo i gdy pracuje się w takim pośpiechu. Wie to każdy dziennikarz. Zdarzają się nawet tym najlepszym i najbardziej doświadczonym. Zdarzyło mi się pomylić nazwisko rozmówcy, przekręcić ważne dane GUS-u, pojechać na zdjęcia zupełnie nie znając tematu – bo nie było czasu go zgłębić. W takich sytuacjach trzeba improwizować i zachować zimną krew. Nie jest to łatwe i nie zawsze się udaje.

Czy masz jakiś zawodowy autorytet? Kto nim jest i dlaczego?
Bardzo cenię Oprah Winfrey - za jej profesjonalizm. A z polskich dziennikarek najbardziej szanuję Joannę Osińską. Za jej etykę zawodową, doświadczenie, styl i klasę.

Co jest największym marzeniem pani redaktor? A marzeniem Agnieszki?
Swoje marzenia staram się powoli realizować. Nie mówię o nich, by nie zapeszać

Pamiętam Twoje materiały z Malty. Robiły wrażenie. W jakie zakątki świata dotarłaś w związku ze swoją pracą?
Najdalej byłam w Uzbekistanie. Przygotowywałam wtedy materiał o żołnierzach Armii Andersa i Polonii w Taszkiencie i Samarkandzie. Były to tylko 3 dni, ale tak intensywne, że prawie nie spałam. Historie ludzi niesamowite, wrażenia niezapomniane. Bardzo miło wspominam też Grecję i Holandię. W Atenach przygotowywałam materiały m.in. o kryzysie i bezrobotnych Polakach. W Amsterdamie o nagonce na Polaków – tak zwanym „polskim tsunami”, bezdomnych i przedsiębiorcach. Ci z kolei w Holandii świetnie sobie dają radę. Ostatni wyjazd był na Maltę. Maltańskie władze pośmiertnie uhonorowały Polaków walczących o wolność tego archipelagu podczas Drugiej Wojny Światowej.
A przy okazji znalazłam pracujących na Malcie Polaków – młodzi ludzie, tuż po studiach. Wyjechali
z Polski w poszukiwaniu lepszego życia, zarobków czy przygody.



Jakie są dobre i złe strony dziennikarstwa?
Staram się nie zauważać złych stron, bo dziennikarstwo to moja największa pasja. Uwielbiam tę adrenalinę, uwielbiam mieć newsa. Ten zawód pozwala mi nieustannie się rozwijać, bo każdy dzień jest inny, każdy przynosi coś nowego. Nie ma rutyny. Ciągle w biegu, szybkie tempo- a ja to bardzo lubię. Dziennikarstwo pozwala mi docierać do miejsc do których pewnie sama bym nie dotarła, pokazać historie ludzi, o których jeszcze nikt nie słyszał. A do tego poznawanie tylu nowych osób z różnych zawodów i branż daje mi ogromną satysfakcję. Nie chodzi mi o tak zwanych celebrytów czy polityków- ale przede wszystkim o zwykłych ludzi, którzy często mają do opowiedzenia bardzo ciekawe historie. A poza pracą można wziąć udział w wielu wyjazdach dziennikarskich. Są organizowane zimowiska dziennikarzy, rejsy (kilka razy miałam okazję płynąć Darem Młodzieży), zjazdy ludzi wolnych zawodów, bale i wiele innych imprez… A złe strony? To przede wszystkim niestabilność. Rynek mediów nie daje poczucia bezpieczeństwa. Ciągle ma się wrażenie, że siedzi się na gorących krzesłach. Nie ma płaconych nadgodzin, wolnych weekendów i świąt. Często nie ma umów o pracę, zdarza się mobbing – ale to akurat może przytrafić się w każdym zawodzie. Ciężko cokolwiek zaplanować, bo w każdej chwili mogą wezwać cię do pracy gdy jest wydanie specjalne, może przedłużyć się dyżur. Zdarzało mi się już pracować po 20 godzin bez przerwy. Pracowałam też nocami, by potem przyjść na dyżur na… 8mą rano. Czasem nie ma czasu na jedzenie i sen. Mam też świadomość, że w każdej chwili można stracić pracę – choć to też zależy od mediów. A to czy ma się doświadczenie nie zawsze jest brane pod uwagę. Różnie bywa. Ja staram się robić swoje – najdłużej jak mogę i koncentrować się tylko na plusach tego zawodu. Bo nie wyobrażam sobie robić czegokolwiek innego.

Co robisz w wolnym czasie? O ile masz wolny czas…
Mam bardzo niewiele wolnego czasu. Ale jeśli mam chwilę, to staram się ją aktywnie wykorzystać.  Nie jestem typem domatora, więc gdy tylko mogę to podróżuję– uwielbiam spontaniczne wyjazdy, wyjścia do klubów, na koncerty. Nie pogardzę też dobrym kinem, teatrem czy książką – książki czytam zawsze gdy jeżdżę do pracy. Staram się czerpać z życia garściami - oczywiście w granicach rozsądku.

I ostatnie pytanie; kiedy nas odwiedzisz?
No tak… to jest naprawdę dobre pytanie… Ale na pewno odwiedzę, bardzo bym chciała.

Dziękuję i życzę spełnienia zawodowych i prywatnych marzeń.
Dziękuję bardzo i wzajemnie. Serdecznie pozdrawiam wszystkich uczniów i nauczycieli!